0
0
Polish English French German Italian Russian Spanish
0
images/stories/history/Cynamon_Historia_001.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_002.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_003.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_006.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_007.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_008.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_009.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_010.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_011.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_012.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_013.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_014.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_015.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_016.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_017.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_018.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_019.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_020.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_021.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_022.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_023.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_024.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_025.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_026.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_027.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_028.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_029.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_030.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_031.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_032.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_033.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_034.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_035.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_036.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_037.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_038.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_039.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_040.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_041.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_042.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_043.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_044.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_045.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_046.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_047.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_048.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_049.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_050.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_051.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_052.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_053.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_054.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_055.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_056.jpg
images/stories/history/Cynamon_Historia_057.jpg

POCZĄTEK


     Każdy ma marzenia. Tylko nie wszyscy mają odwagę je realizować. Ja od dawna miałem takie, aby zorganizować miejsce spotkań. Wyobrażałem sobie taki punkt na mapie miasta, gdzie chłopak może się umówić z dziewczyną na dobrej aromatycznej kawie i ciastku, które można dostać tylko tu i nigdzie więcej. Gdzie będę mógł im zaproponować lampkę wyśmienitego wina, o którym na dodatek będę im w stanie powiedzieć kilka słów, jeżeli tylko zechcą. Gdzie na śniadaniu będą mogli spotkać się dwaj kontrahenci, którzy w niesformalizowanej atmosferze pomówią o interesach. Gdzie na lunch wpadnie zabiegana kobieta, która na dodatek spotka się z koleżanką, aby na chwilę oderwać się od spraw zawodowych i poplotkować. Tak, poplotkować, bo czemu nie. A wieczorem w kilkuosobowym towarzystwie spotkają się koledzy, którzy nie koniecznie gustują w piwie i frytkach, ale chcą skosztować wybornych malt whisky i zjeść kolację w stylu śródziemnomorskim. Gdzie po weekendowym spacerze odpocznie rodzina z dziećmi, i każdy dostanie to, na co ma ochotę. Wreszcie gdzie będzie mógł wpaść ktoś, kto chce chwilę pobyć sam, ale nie samotny. Przemyśleć coś nad filiżanką aromatycznej czekolady, gdy w tle szumi cichy gwar innych bywalców i dobra, stonowana muzyka. Żeby lokal żył od poranka do wieczora. Nie chciałem do niego zapraszać jakiejś określonej grupy wiekowej, zawodowej czy społecznej. Ale jedną cechę moich Gości znałem od początku – chciałem żeby byli świadomi miejsca, żeby tworzyli rodzaj wspólnoty, żeby wymagali jakości.   
Wyobrażając sobie to miejsce, wiedziałem, że najpierw muszę je zlokalizować. Gdzieś w sercu Gdyni, żeby wszędzie było blisko, żeby można podejść pieszo, ale i wygodnie zaparkować samochód.  Takie miejsce znalazłem. Świętojańska 49. Ale to była tylko przestrzeń, wydzielona murami. Teraz trzeba było tchnąć w nią ducha. No więc zacząłem. Nie było łatwo, bo nigdy wcześniej nie zmagałem się na taką skalę z taką ilością problemów. Ale w ich przełamywaniu pomagała wizja tego miejsca.  
     Wreszcie nadszedł dzień 26 listopada 2004roku. Otworzyłem Cynamon. Znajomi mówili, że to się nie uda. Że za ciasno, że nie wiadomo dla kogo, że nie w tym miejscu, a na dodatek kto zaczyna w listopadowy, zimny wieczór.
Otóż wbrew temu zacząłem. I okazało się jak nieprawdopodobnie wielu podzieliło  mój punkt wiedzenia, podzieliło moje marzenia. Realizujemy je wspólnie już ponad 6 lat z ogromną nadzieją na kolejne lata spotkań. Bo Gdynia, jak to określił Sławomir Kitowski, to miasto nie tylko z morza, ale i z marzeń, także moich.

 

TWORZENIE


     Gościu, co siedzisz przy stoliku, pijesz kawę i spożywasz torcik Angel! Gdybyś widział jak wyglądało to miejsce zanim zaparzono w nim pierwszą filiżankę kawy, zanim pierwszy gość stanął przed dylematem – sałatka czy stek. W miejscu Twojego stolika zapracowany kuśnierz pochylał się nad starą maszyną, przerabiając zakopiański kożuszek na wytworne futerko. Bo w tym miejscu przez lata funkcjonował zakład kuśnierski. Co było przed nim, ginie w mroku dziejów. Jeżeli ktoś pamięta, to chętnie posłucham.
     Przyszedł taki dzień, latem 2004r., że podpisałem umowę, odebrałem klucze, otworzyłem stare stalowe drzwi z odpadającym od szyb kitem i łuszczącą się farbą. I nastąpiło zderzenie marzeń z rzeczywistością. Oto stałem w zapyziałej, nieremontowanej od przedwojnia, cuchnącej norze. Innych słów na określenie mojego ówczesnego wrażenia nie potrafię znaleźć.
     Ale po chwili przerażenia zacząłem widzieć to miejsce za kilka miesięcy. Marzenia powróciły, strach uleciał. Trzeba było się zabrać do pracy. Pominę informacje ile ton gruzu stąd wywieźliśmy, ile kilometrów kabli trzeba było położyć. Nie będę wspominał ile absurdalnych przepisów próbowało stanąć nam na drodze. Nie zrobię tego, bo nie chcę odzierać z marzeń tych, którzy jeszcze nie odważyli się zacząć ich realizować.
     Przez pierwsze dwa miesiące prac miałem wrażenie, że ekipa budowlana pogarsza i tak już fatalny stan tego miejsca. Po tym okresie jednak z dnia na dzień zaczął materializować się mój Cynamon. Najpierw nowe ściany określiły kształt pomieszczeń, potem pojawiły się podłogi, przez nową witrynę zaczęli zaglądać zaciekawieni przechodnie, wreszcie zaczęliśmy ustawiać meble i wyposażać kuchnię.
     Kiedy przywieźli ekspres i zaczęliśmy szkolić się w trudnej sztuce parzenia kawy, a w kuchni podjęto próby kulinarne, ogarnął mnie lęk. Największy od początku przedsięwzięcia. Bynajmniej nie z powodu smaku potraw. Nie, o to byłem spokojny. Bałem się po prostu czy zaakceptujecie mój pomysł, moją wizję tego miejsca. A konfrontacja zbliżała się nieuchronnie.

Robert Michałowski

 
0

0